




Określenie Alleycat jest nierozerwalnie
związane z posłańcami rowerowymi. Prawie każde miasto, w którym
działają rowerowi kurierzy ma taką formę wyścigu. Tak naprawdę nie
do końca wiadomo, kto pierwszy na świecie wymyślił ten rodzaj "zabawy".
Pierwszą grupą, która zaczęła spotykać się regularnie była
prawdopodobnie Toronto Alley Cats, założona w latach osiemdziesiątych
przez Johna Englara, znanego jako Johny Jet Fuel. W połowie lat
osiemdziesiątych Englar i jego przyjaciele: gońcy lub ex-gońcy,
postanowili na rowerach urządzić sobie "wędrówkę" po ulicach Toronto.
Jak mówił Englar, cała koncepcja była taka, by rowerami pojeździć po
śródmieściu, pooglądać miejską architekturę, nałapać powietrza itp...
Gońcy rowerowi istnieli od setek lat w San Francisco i Nowym Jorku.
W obecnych czasach, kiedy informacja podróżuje po świecie w ciągu
ułamków sekundy, miejscy wojownicy dalej dzielnie brną przez miasto
korzystając z siły swoich nóg, aby dostarczyć różne dokumenty,
bilety na samolot i inne rzeczy, z którymi technika cyfrowa jeszcze
nie daje sobie rady. Najlepsi w Ameryce zarabiają po 500 dolarów
tygodniowo, nie mają płatnego urlopu, większość firm nie gwarantuje
ubezpieczenia od nieszczęśliwych wypadków. Kurierzy muszą sami sobie
wykupić licencję na dostarczanie przesyłek w danym mieście. Wielu
posłańców, prócz niekiedy fatalnych warunków, w jakich przychodzi im
pracować, często musi walczyć z pogardą ze strony "karierowiczów"
oraz osób, które w ogóle nie respektują rowerzystów na drogach. Każdy,
kto spędził na rowerze mnóstwo czasu na miejskiej dżungli z pewnością
zrozumie, o co chodzi. Jednak próba ścigania się z czasem może być
niekiedy katastrofalna. Wielu już kurierów zginęło.. |